Google ogranicza tempo, w jakim z jednej strony wyników można rozwiązać linki google.com/goto, a dostawcy danych SERP od 30 października gaszą skutki tej zmiany. DataForSEO, Serper i SerpApi opisały problem na własnych stronach, a SerpApi jeszcze dziś w nocy, 7 listopada o 1:06 UTC, informowało o kolejnej poprawce i monitorowaniu sytuacji. Jeśli w raporcie na poziomie URL-a brakuje od końca października jakiejś podstrony, to wcale nie musi oznaczać spadku: pozycja może być zapisana, tylko z przekierowaniem Google zamiast prawdziwego adresu.
Kontekst: rok coraz droższego czytania wyników Google
Sam mechanizm goto nie jest nowy. Pod koniec sierpnia Google potwierdziło, że linki w wynikach przechodzą przez przekierowania google.com/goto. Adresu docelowego nie da się z takiego linku odkodować, więc każde narzędzie, które chce poznać stronę docelową, musi faktycznie przejść przez przekierowanie. Dostawcy szybko się z tym uporali: DataForSEO deklarowało wtedy rozwiązywanie 99,99% adresów.
Nowością jest limit. Do tej pory goto oznaczało dodatkowe żądanie i dodatkowy koszt. Od 30 października oznacza także czekanie, którego według DataForSEO nie da się obejść typowymi metodami. Tak wygląda ta sekwencja na tle wcześniejszych zmian:
| Data | Zmiana | Skutek dla narzędzi |
|---|---|---|
| Styczeń 2025 | Wyniki wymagają JavaScriptu | Proste scrapery HTTP przestają działać |
| Wrzesień 2025 | Koniec parametru num=100 | Dziesięć żądań zamiast jednego, by zobaczyć top 100 |
| 19 grudnia 2025 | Google pozywa SerpApi | Ryzyko prawne dla sprzedawców danych |
| 26 sierpnia 2026 | Google potwierdza przekierowania goto | Dodatkowe żądanie na każdy link |
| Wrzesień 2026 | Blokady, potem podmienione wyniki | Zapisane dane mogą być błędne, bez żadnego komunikatu o błędzie |
| 30 października 2026 | Limit goto na stronę wyników | Opóźnienia i część adresów bez rozwiązania |
Nie znaleźliśmy komunikatu Google o limicie. Ani DataForSEO, ani Serper nie wskazują komunikatu firmy na ten temat, jak zauważa Search Engine Journal, a opis mechanizmu pochodzi wyłącznie od dostawców, którzy sprzedają dostęp do tych danych. Warto o tym pamiętać przy czytaniu wszystkich liczb poniżej.
Kluczowe fakty: jak działa limit
Najdokładniejszy opis podało DataForSEO we wpisie z 2 listopada. Każdy link goto zawiera identyfikator strony wyników, z której pochodzi. Gdy kilka linków z tej samej strony jest rozwiązywanych szybko po sobie, Google zamiast przekierować na stronę docelową pokazuje stronę pośrednią z przyciskiem „Continue”, który staje się aktywny dopiero po pewnym czasie. Im szybciej idą kolejne żądania, tym dłuższe czekanie.
Firma podaje przykład strony z 18 linkami goto:
- pierwsze 5–6 adresów rozwiązuje się natychmiast,
- siódmy może wymagać 1 sekundy oczekiwania,
- ósmy może wymagać 3 sekund,
- piętnasty dochodzi do 40 sekund,
- w skrajnych przypadkach opóźnienie sięga 120 sekund na jeden adres.
Według DataForSEO blokada dotyczy strony wyników, a nie adresu IP czy zapytania. Zmiana IP nie pomaga, zmiana zapytania też nie, a nawet godzinna lub dłuższa przerwa nie resetuje limitu. Tak wyglądają reakcje poszczególnych firm:
| Dostawca | Pierwszy sygnał | Co zrobił | Stan według jego komunikatów |
|---|---|---|---|
| Serper | 30 października, 1:30 UTC | Najpierw rozwiązywał top 3, wyniki 4–10 zwracał jako goto, dodał endpoint /resolve | Od 31 października około 16:30 UTC znów prawdziwe adresy, ale sam nazywa to rozwiązanie „prawdopodobnie tymczasowym” |
| SerpApi | 30 października, 10:39 UTC | 31 października przywrócił top 3, 2 listopada zgłosił naprawę | Problem wrócił 3 listopada, 7 listopada kolejna poprawka i status „Monitoring” |
| DataForSEO | Wpis z 2 listopada | Zmienił logikę przetwarzania zależnie od trybu | Standard Priority: wszystkie adresy, ale dłużej. High Priority i Live: około 50% adresów |
Spadek z 99,99% do około 50% w trybach szybkich to najmocniejsza liczba w tej historii. Pokazuje, że limit wymusza wybór: albo świeże dane teraz, albo komplet adresów później.
Gdzie dostawcy sobie przeczą
Dwa szczegóły się nie zgadzają i na razie nikt tego nie wyjaśnił. Po pierwsze, Serper pisał, że linki z pozycji 4–10 działają około 30 sekund po wyszukaniu, a DataForSEO twierdzi, że samo czekanie, nawet godzinę, niczego nie resetuje. Po drugie, Serper i SerpApi jako bezpieczny zakres podawały top 3, a przykład DataForSEO mówi o 5–6 adresach bez opóźnienia.
Nasza ocena: te opisy mogą dotyczyć różnych momentów zmiany albo różnych sposobów wysyłania żądań, więc żadnej z tych liczb nie traktowalibyśmy jako stałej reguły. Google może je zmieniać bez zapowiedzi, a publicznej dokumentacji limitu nie ma.
Co to znaczy dla SEO i AIO
Domena przetrwa, adres URL jest zagrożony
Dla osoby, która po prostu klika w wynik, prawie nic się nie zmienia: Serper podkreśla, że linki goto nadal działają w przeglądarce. Zmiana uderza w raporty, które przypisują pozycję do konkretnej podstrony. Firma Parallel zwraca uwagę, że nazwa strony i początek ścieżki pozostają widoczne w treści wyniku, więc narzędzie, któremu wystarczy informacja o domenie, nadal może ją odczytać. Dokładnego adresu już tak nie pozna.
W praktyce zagrożone są przede wszystkim raporty typu „która podstrona rankuje na to zapytanie”, wykrywanie kanibalizacji, historia zmian adresu rankującego i udział w widoczności liczony przez dopasowanie adresu do domeny. DemandSphere już w sierpniu wymieniało objawy nieobsłużonych linków goto: adresy wskazujące na google.com, własne strony nierozpoznawane jako własne, udział w widoczności liczony dla złych domen i szeregi historyczne urywające się w dniu zmiany.
Jak sprawdzić własne dane
Search Engine Journal radzi, by przed zgłoszeniem utraty pozycji na poziomie URL-a sprawdzić, czy zapisany adres nie jest przekierowaniem Google. Na tej podstawie proponujemy prostą procedurę:
- Wyeksportuj dane o adresach rankujących od 30 października i przefiltruj je po ciągu „google.com/goto” oraz po ścieżce względnej „/goto”, bo SerpApi przez pewien czas zwracało linki właśnie w tej formie.
- Zestaw podejrzane frazy z Google Search Console. Konsola nie opiera się na scrapowaniu wyników, więc jest niezależnym punktem odniesienia dla własnej witryny.
- Zapytaj dostawcę, jakiego trybu używa do tych danych i co robi z adresami, których nie rozwiązał: czy je zapisuje, ponawia, czy pomija.
- Oznacz w raportach klienta okres od 30 października jako wymagający ponownego sprawdzenia. Search Engine Journal radzi wrócić do raportów z końca października i początku listopada, gdy dostawcy ustalą sposób obsługi goto.
- Jeśli pobierasz dane przez API, sprawdź, czy tryb Live jest ci rzeczywiście potrzebny. W DataForSEO tylko Standard Priority rozwiązuje wszystkie adresy, kosztem czasu wykonania.
To nie to samo co zatrute wyniki
Łatwo pomylić ten problem z opisywanym przez nas w październiku podawaniem narzędziom SEO podmienionych wyników. To dwa różne zjawiska i dają inne objawy. Przy limicie goto wynik jest prawdziwy, ale brakuje jego adresu. Przy zatruciu adres jest poprawny, tylko sam wynik nie odpowiada temu, co widzi zwykły użytkownik.
Oba problemy nakładają się w czasie, co utrudnia diagnozę. Nozzle w badaniu zaktualizowanym 1 listopada, z danymi do tego dnia, podaje 26,9% SERP-ów z zatrutą pierwszą lub drugą stroną od 13 września, liczonych spośród tych ocenionych na obu stronach. Rekord to 64% z 31 października, czyli dzień po pierwszych sygnałach o limicie goto. Nozzle nie łączy tych zjawisk, a sama zbieżność dat niczego nie dowodzi. Tabela krajowa tego badania podaje dla Polski 13,8% zatrutych SERP-ów przy 103 165 ocenionych, a dla USA 13,4%. Ma ona najwyraźniej inną podstawę niż wspomniane 26,9%, więc tych liczb nie należy porównywać wprost, ale także w Polsce chodzi o mniej więcej co siódmą stronę wyników.
Najprostszy test pozostaje ten sam: Nozzle radzi porównywać wyniki z historią frazy z poprzednich tygodni, a nie z wczorajszym odczytem. Jeśli witryna „znika”, a Search Console nadal pokazuje wyświetlenia i kliknięcia, to według tej firmy nic się z nią nie stało.
Monitoring cytowań w AI ma ten sam problem
Dla osób zajmujących się AIO ważny jest jeszcze jeden wątek. Parallel, powołując się na test Growtiki obejmujący 493 linki, podaje, że adres docelowy ukrywały wszystkie sprawdzone linki, także w źródłach AI Overviews, wynikach wideo, sekcji „People also ask” i reklamach. Ta sama firma, cytując DemandSphere, opisuje, że dostawcy naprawiali najpierw wyniki organiczne, a linki w funkcjach SERP później, przy czym źródła AI Overviews rozwiązywały się najwolniej.
Nasza ocena: narzędzia śledzące cytowania w AI Overviews są na limit szczególnie wrażliwe, bo wartość tych danych polega właśnie na dokładnym adresie cytowanej strony. Jeśli strona wyników ma wiele linków, a tylko kilka pierwszych przechodzi bez opóźnienia, źródła z panelu AI mogą konkurować o ten sam budżet z wynikami organicznymi. Żaden z dostawców nie potwierdził na razie takiego scenariusza wprost, więc warto po prostu zapytać, jak dany produkt traktuje linki z AI Overviews od końca października.
Koszt spadnie na klienta?
Derek Perkins z Nozzle w sierpniu, jeszcze przed limitem, szacował, jak relacjonował PPC Land, że rozwiązanie wszystkich linków z pięciostronicowego rankingu wymaga 500–1000 żądań. Dodał, że Google blokuje lekkie żądania HEAD, więc na każdy link trzeba użyć GET. Wtedy głównym ograniczeniem miały być limity częstotliwości. Teraz doszedł do nich czas oczekiwania.
Komunikaty o limicie nie wspominają o zmianach cen. Rosną za to czas i złożoność pobierania, a to zwykle prędzej czy później trafia do cennika lub ogranicza zakres danych. To jednak nasza prognoza, nie ustalenie.
Reakcje branży
Bezpośrednio na temat limitu wypowiedzieli się na razie głównie sami dostawcy danych, a ich komunikaty są techniczne i oszczędne. Serper pisze o „prawdopodobnie tymczasowym” obejściu. DataForSEO nazywa zmianę ograniczeniem po stronie Google, którego nie da się ominąć konwencjonalnymi sposobami. Komunikaty SerpApi w ogóle nie wskazują przyczyny.
Jedyna wypowiedź Google, do której dotarliśmy, dotyczy samego wdrożenia goto, a nie limitu. W sierpniu rzecznik firmy mówił Search Engine Roundtable: „Mamy długą historię wdrażania środków technicznych przeciwko ewoluującym formom nadużyć i regularnie podejmujemy kroki, by chronić nasze usługi i użytkowników”. DemandSphere odpowiedziało wtedy, że taka definicja nadużycia jest jednostronna i nie odzwierciedla tego, co wielokrotnie rozstrzygały amerykańskie sądy.
Są też firmy, które widzą w tym szansę. Parallel radzi rozdzielić dwie potrzeby: pozycji w Google nie zmierzy nic poza samą stroną wyników Google, ale agentom AI i systemom RAG wystarczy niezależne API wyszukiwania. Warto jednak pamiętać, że ta firma takie API sprzedaje.
Nie znaleźliśmy natomiast publicznego stanowiska Ahrefs, Semrush ani Senuto w sprawie samego limitu. To nie znaczy, że ich dane są wolne od problemu, a jedynie, że nie ma komunikatu, na którym można by się oprzeć. Osobny wątek to skoki kliknięć w Search Console z przełomu października i listopada. W komentarzach pojawiła się hipoteza, że wiążą się one z rozwiązywaniem linków goto przez narzędzia, ale to nadal niepotwierdzony trop.
Co dalej
Najbliższe dni pokażą, czy poprawki się utrzymają. Na publicznej liście zgłoszeń SerpApi wątek o goto był już kilka razy zamykany i ponownie otwierany, a ostatnie zamknięcie pochodzi z 6 listopada. Status incydentu z 3 listopada to na razie „Monitoring”, a nie „Resolved”. Serper ma gotowy plan awaryjny: jeśli Google ograniczy także obecną metodę, firma wróci do automatycznego rozwiązywania top 3, a resztę udostępni przez /resolve po około 30 sekundach. DataForSEO zapowiada dalsze dostosowywanie logiki do tego, co zaobserwuje.
W tle toczy się spór w sądzie. Według akt sprawy Google przeciwko SerpApi 5 października sędzia Yvonne Gonzalez Rogers odwołała rozprawę z 13 października w sprawie wniosku o oddalenie zmienionego pozwu i zapowiedziała, że termin zostanie wyznaczony ponownie albo decyzja zapadnie na podstawie pism. Rozstrzygnięcie może zmienić otoczenie prawne dla całego rynku danych SERP, ale nie odblokuje limitów technicznych, które Google może wprowadzać niezależnie od wyroku.
Dla zespołów SEO wniosek na dziś jest przyziemny. Dane o pozycjach z ostatnich dni trzeba czytać z dystansem, szczególnie na poziomie adresu, a każdy nagły „spadek” podstrony warto najpierw skonfrontować z Search Console. Do raportów z przełomu października i listopada warto też wrócić za jakiś czas, zamiast traktować je jako ostateczne.
FAQ
Czy limit linków goto obniża pozycje mojej strony w Google?
Nic na to nie wskazuje. Limit dotyczy narzędzi, które odczytują adresy docelowe z wyników wyszukiwania, a nie samego rankingu. Skutkiem może być błędny lub niepełny raport, na przykład pozycja zapisana z adresem google.com/goto zamiast adresu Twojej podstrony.
Jak sprawdzić, czy mój rank tracker ma ten problem?
Wyeksportuj adresy rankujące od 30 października i poszukaj ciągu „google.com/goto” lub „/goto”. Następnie porównaj podejrzane frazy z Search Console i zapytaj dostawcę, jak traktuje adresy, których nie udało się rozwiązać.
Czy Google oficjalnie potwierdziło limit?
Nie znaleźliśmy takiego komunikatu. Opis mechanizmu pochodzi od DataForSEO, Serpera i SerpApi. Google potwierdziło w sierpniu jedynie wdrożenie samych przekierowań goto, tłumacząc je ochroną przed nadużyciami.
Czym ten problem różni się od zatrutych wyników?
Przy limicie goto wynik jest prawdziwy, ale narzędzie może nie poznać jego adresu. Przy zatrutych SERP-ach strona wyników wygląda normalnie, lecz zawiera inne witryny, niż powinna. Pierwszy problem wykryjesz po adresie google.com/goto w danych, drugi po porównaniu z historią frazy.
Czy zwykli użytkownicy zobaczą przycisk „Continue”?
Dostawcy opisują go w kontekście szybkiego, maszynowego rozwiązywania wielu linków z jednej strony wyników, a Serper podaje, że linki działają w przeglądarce. Nie wiadomo, czy zobaczy go ktoś, kto bardzo szybko otworzy kilkanaście wyników w kartach, ponieważ Google nie opublikowało zasad działania limitu.









